Źródło: Tumisu/Pixabay.com

Inflacja – temat na czasie

Ale co dokładnie robi nam ta inflacja w krótkim i długim okresie czasu? Co może robić? Czy zawsze jest zła?
Co ją wywołuje i jakie ma konsekwencje?
Co robić, aby przeciwdziałać niekorzystnym skutkom inflacji?
Czy zawsze musi być jakaś inflacja? Czy można coś zrobić, aby jej nie było?

Zapraszam do lektury.

Zacznijmy od tego:

Co to jest inflacja?

– Według książkowej definicji inflacja to proces wzrostu ogólnego poziomu cen.
Co to dokładnie znaczy?

– Po pierwsze zauważ, że to pewien proces, a więc coś, co się dzieje w czasie i według pewnych etapów (pewien łańcuch przyczynowo-skutkowy. Może być krótki, może być długi, może zadziać się szybko lub wolniej). Ogólny poziom cen natomiast oznacza, że nie dotyczy to pojedynczego towaru, ale grupy towarów (np. żywnościowych) albo też wręcz wszystkich towarów na rynku (co jest często skutkiem wzrostu cen paliw czy ogólnie energii).
Jeśli mamy do czynienia z wolnym rynkiem i konkurencją monopolistyczną (a w znacznym stopniu mamy. Nie mylić z monopolem!), czyli z warunkami, w których państwo nie narzuca cen towarów, to możemy zauważyć, że im bardziej towar jest łatwo dostępny, tym jego wartość (a więc cena) jest niższa.

Spadek wartości towaru nazywany określany jako deprecjacja.

I na odwrót – im produktów na rynku jest mniej, a utrzymuje się na nie dosyć wysoki popyt, to ich wartość wzrasta.
Skrajnym przypadkiem takiego zjawiska jest monopol, w którym ilość towaru jest nawet celowo ograniczana przy braku substytutów, aby windować cenę w górę. Generalnie powinien wtedy zadziałać Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Ale to już inny temat.

Wzrost wartości towaru określany jest jako aprecjacja.

Odstawmy teraz towary na bok, a zamiast nich podstawmy pieniądze w gotówce.
Naturalnie (czyli gdy nie ma ingerencji państwa) zadziała taki sam mechanizm, co w przypadku towarów na rynku. Czyli: gdy na rynku (w obiegu) jest stosunkowo dużo pieniądza nominalnego (biorąc pod uwagę wielkość nominału – mówiąc kolokwialnie: tego, co jest wybite na monecie lub wydrukowane na banknocie), to jego wartość jest stosunkowo mała. Odwrotnie niż w sytuacji, gdy pieniądza nominalnego jest stosunkowo mało w obiegu.
Innymi słowy: wraz ze wzrostem ilości pieniądza w obiegu maleje jego wartość (deprecjacja pieniądza), natomiast wraz ze zmniejszaniem się ilości pieniądza w obiegu jego wartość rośnie (aprecjacja pieniądza).
Za miarę wartości pieniądza przyjęto stopę procentową. Zatem możemy powiedzieć, że wraz ze wzrostem ilości pieniądza w obiegu maleje stopa procentowa pieniądza, natomiast wraz ze spadkiem ilości pieniądza w obiegu, jego stopa procentowa wzrasta.

Jak to się dzieje, że pieniędzy z rynku ubywa albo przybywa na rynku?

W naturalnych warunkach (tj. bez ingerencji państwa) to uczestniczy systemu gospodarczego decydują o tym, jakich zakupów będą dokonywać i ile pieniędzy będą na nie przeznaczać.
A mamy takich trzech głównych uczestników: (1) gospodarstwa domowe, (2) przedsiębiorstwa i (3) rząd (instytucje rządowe, państwowe).
Zatem jeśli dysponują pieniędzmi, to robią zakupy wedle swoich potrzeb. Jeśli ich nie mają, nie robią. Proste, prawda?
W takim razie można powiedzieć, że im wyższy dochód, tym wydatki będą większe, a więc ilość pieniądza, jaka jest dostarczana na rynek, wzrasta.
Mówimy wtedy, że wzrastają wydatki konsumpcyjne, inwestycyjne i wydatki rządowe. Konsumenci mogą zaspakajać swoje potrzeby i rozwijać swoje gospodarstwa, przedsiębiorstwa kontynuować działalność i zwiększać produkcję lub zakres usług, a instytucje rządowe coś tam jeszcze innego robić. Biorą też częściej kredyty.
I jeśli są to cele przemyślane i obiektywnie słuszne i powodują rozwój gospodarstw domowych, przedsiębiorstw, wzrost gospodarczy, to okej.
Może się jednak okazać, że to tylko wzrost wydatków w ujęciu nominalnym (tzn. tak naprawdę potrzeby specjalnie nie wzrosły, ale na zakupy należy wydać więcej pieniędzy niż dotąd, czyli więcej nominału).
Oznacza to wtedy, że wartość pieniądza spadła. Czyli że mamy do czynienia z inflacją.

Po czym to rozpoznać?
Najłatwiej to chyba wyjaśnić na podstawie barteru: powiedzmy, że coś wcześniej można było kupić za 1 muszlę. Z jakiegoś powodu ta muszla jednak potaniała i teraz żeby kupić to samo, to trzeba zapłacić 2 muszle. Albo więcej. Wtedy będzie też więcej muszli w obiegu.

W praktyce mamy różne wskaźniki do obliczania inflacji: np. wskaźnik cen konsumpcyjnych (towarów konsumpcyjnych) (CPI), wskaźnik cen w przemyśle (surowców, materiałów do produkcji i in.) (PPI).

Ponadto sam wzrost ilości pieniądza gotówkowego (czyli nawet jeśli nasze potrzeby realnie rosną) też powoduje spadek jego wartości, bo jest go po prostu coraz więcej w obiegu.

W jaki jeszcze sposób wzrasta ilość pieniądza nominalnego w obiegu oprócz obniżenia jego stopy procentowej?

Poprzez ingerencję państwa w następujący sposób:

  1. wytworzenie (emisję) nowych pieniędzy (tłoczenie monet w mennicy i drukowanie banknotów w wytwórni papierów wartościowych);
  2. skup obligacji skarbu państwa (oczywiście wcześniej sprzedanych ludności);
  3. obniżanie stopy rezerw obowiązkowych banków komercyjnych (czyli w efekcie zmniejszenie ilości pieniądza, jaką mają utrzymywać banki na zabezpieczenie wypłat klientom);
  4. obniżenie stopy podatków
    – wszystko to w ramach polityki pieniężnej (1-3) i fiskalnej (4) państwa.

Może też nastąpić nagły wzrost wydatków w sytuacji kryzysu.

– Mieliśmy taką sytuację na początku pandemii, kiedy to jeszcze nie do końca wiedzieliśmy, z czym mamy do czynienia i w pierwszej kolejności zaczął być wykupywany papier toaletowy, ryż, makaron itp.

Należy podkreślić, że im tańszy pieniądz, tym większa skłonność do jego wydawania. Zatem inflacja się wtedy pogłębia i trzeba by tą samonapędzającą się machinę zatrzymać (zanim wszystkim skończą się pieniądze).
Dlaczego? Bo poziom dochodów nie nadąża za cenami. To jest cała niekorzyść wynikająca z inflacji.

Aby dochody dopasowały się do poziomu cen, tak jak to było przed zmianą, potrzeba czasu. Chodzi o to, żeby podstawowe zakupy nie były takim obciążeniem dla budżetu (konsumenta czy przedsiębiorcy). Póki tak się nie stanie, budżet jest znacznie uszczuplony i nikt się nie rozwija, ale ubożeje.

Jeśli poruszamy temat inflacji, to nie sposób nie poruszyć pojęcia siły nabywczej pieniądza. Siła ta wprost odzwierciedla siłę oddziaływania inflacji.

Jeśli za tą samą kwotę pieniędzy możemy kupić mniej towarów niż dotychczas, to znaczy, że siła nabywcza pieniądza spada. Ma to właśnie miejsce w przypadku inflacji w krótkim okresie (czyli w sytuacji, kiedy poziom dochodów w sposób naturalny (!) nie dopasował się jeszcze do poziomu cen). Natomiast jeśli za tą samą kwotę pieniędzy możemy kupić więcej towarów niż dotychczas, to znaczy, że siła nabywcza pieniądza wzrasta. Mamy wtedy do czynienia z deflacją.

A co jeśli inflacja pędzi jak oszalała? Jak jej przeciwdziałać?

Najpierw warto sobie zdać sprawę, co to znaczy “pędząca inflacja”.

W ekonomii wyróżnia się 5 poziomów inflacji w zależności od tempa wzrostu cen w skali roku (czyli przyrostu cen dóbr na rynku w danym roku względem roku poprzedniego lub analogicznego miesiąca) i wyraża się zwykle w procentach):

  • inflacja pełzająca (wzrost do 5 %);
  • inflacja krocząca (wzrost od 6 % do 10 %);
  • megainflacja (wzrost w granicach ok. 10 % – 50 %);
  • inflacja galopująca (wzrost w granicach od 50% do 100 %);
  • hiperinflacja (wzrost powyżej 100 %).

Za inflację umiarkowaną, czyli jeszcze na poziomie bezpiecznym (pożądanym), uznaje się się jednocyfrowy wzrost cen względem roku poprzedniego. Czyli do takiej umiarkowanej inflacji zalicza się inflację pełzającą i kroczącą. Natomiast dalsze poziomy oznaczają sytuację niekorzystną, a nawet skrajnie niebezpieczną dla gospodarki. Czyli w praktyce zagrażającą sytuacji bytowej ludzi.

W maju 2022 r. mieliśmy inflację (na podstawie CPI) na poziomie 13,9% względem analogicznego miesiąca w roku poprzednim, co oznacza, że mamy do czynienia z megainflacją.
Aktualizacja 1.07.2022 r.: inflacja w czerwcu 2022 r. wyniosła 15,6% względem analogicznego miesiąca w 2021 r., a więc inflacja znacząco postępuje.
Źródło: GUS.

Jak powstrzymać wysoką inflację i jak tego nie robić?

Jeśli inflacja oznacza spadek wartości pieniądza z powodu wzrostu jego ilości na rynku, to wydaje się, że naturalnym i logicznym rozwiązaniem jest zmniejszenie jego ilości na rynku.
Z tego powodu, że konsumentów i przedsiębiorstwa (a także instytucje rządowe) stać wtedy na coraz mniejsze zakupy, a dochód pracowników-konsumentów też jest zagrożony (bo jest on wydatkiem dla przedsiębiorstw), więc wszyscy zaczynają zmniejszać wydatki. Rezygnują z zakupu pewnych dóbr, które dotąd kupowali (część przedsiębiorców zmniejsza też zatrudnienie).
W takiej sytuacji ilość pieniędzy w obiegu naturalnie się zmniejsza. A skoro się zmniejsza, to znaczy, że stopa procentowa pieniądza (jego wartość) rośnie.

Można jednak też powstrzymać szybko postępującą inflację poprzez ingerencję państwa, sztucznie podnosząc stopy procentowe, czyli po prostu ogłaszając arbitralnie, że od konkretnego dnia stopa procentowa będzie wyższa od dotychczasowej. Państwo może też podwyższyć podatki, tym samym ograniczając konsumentom i przedsiębiorcom dochód do dyspozycji.
Tylko że bardzo ważne jest, aby to ogłoszenie poprzedzić szczegółowymi i rzetelnymi wyliczeniami i symulacjami, aby oszacować ryzyko dla ludzi i gospodarki i jeśli jest ono duże, albo w ogóle nie jest to dokładnie oszacowane, to poszukać innych rozwiązań. Rozwiązań wspierających, ale nie radykalnie liberalnych czy też radykalnie restrykcyjnych.

Warto mieć na uwadze, że w sytuacji, gdy pieniądz jest stosunkowo tani, wzrasta ilość zaciąganych kredytów w bankach, w tym takich, których wysokość rat opiera się na zmiennej stopie procentowej pieniądza. Jeśli więc nie określi się skutków arbitralnego podnoszenia stóp procentowych i zwleka się z wprowadzeniem łagodnych działań hamujących, to bardzo szybko można sprawić, że kredytobiorcy zostaną postawieni w sytuacji nagłego (i często wysokiego, jeśli inflacja jest już wysoka i należy ją szybko zbić jak gorączkę) wzrostu wartości rat kredytów. I z tym mamy właśnie niestety do czynienia.

Po co brali, skoro rata była uzależniona od stopy procentowej?
– Częste pytanie padające w różnego typu internetowych dyskusjach. A powody mogą być różne. Między innymi takie, że jeśli koszty kredytu były coraz niższe przez dłuższy okres czasu, to można było się spodziewać, że nadal będą tanie.
Jakkolwiek.
Jeśli jednak przyszło nagle kredytobiorcom spłacać o wiele więcej niż dotychczas i w ten sposób więcej pieniędzy dostarczać na rynek, to inflacja wtedy wcale się nie zmniejsza.
Oczywiście wszystko zależy od tego, w jakiej wysokości te kredyty zostały wzięte i ile osób je wzięło oraz czy rząd przy okazji nie wprowadził wyższego poziomu rezerw obowiązkowych dla banków.
Warto przy tym też mieć na uwadze, że same banki przy wzroście stopy procentowej pieniądza wprawdzie same ograniczają udzielanie kredytów, co jednak nie oznacza, że całkowicie powstrzymują się od ich udzielania, ale udzielają, stosując wyższą stopę procentową. W obu więc przypadkach: zarówno w przypadku starych kredytów o zmiennej stopie procentowej, jak i nowych, stosują wyższą stopę, więc problem inflacji w tym wypadku ich nie dotyczy.
Generalnie więc, jeśli reszta czynników się nie zmienia (ceteris paribus), to im większa została wprowadzona stopa procentowa, a w związku z tym większa rata do spłaty, to inflacja może nadal utrzymywać się na wysokim poziomie (a nawet wzrastać).

Kiedy inflacja jest optymalna?

Można zauważyć, że sedno tkwi w tym, aby ustaliła się na rynku taka wartość pieniądza w gotówce, która zapewni równowagę w gospodarce.
Czyli żeby podmioty gospodarcze (konsumenci, przedsiębiorcy, tudzież instytucje rządowe) dokonywały zakupów (zwiększały ilość pieniądza w obiegu) i mogły się rozwijać, ale nie przesadzały z zakupami, tzn. nie zwiększały drastycznie zakupów (umiarkowana inflacja).
Z drugiej strony, żeby też coś oszczędzały (zmniejszały ilość pieniądza w obiegu poprzez przeznaczanie części dochodów z zamiarem wykorzystania jej w późniejszym okresie), ale też nie za dużo, aby nie zwiększać nadmiernie stopy procentowej pieniądza.

Nie ma gotowych uniwersalnych recept na to, aby utrzymać wartość pieniądza na zrównoważonym poziomie i zachowywać umiarkowaną inflację. Każda sytuacja jest inna.
Natomiast istotne jest, aby liczyć, analizować i prognozować na bieżąco, mieć rękę na pulsie i wyciągać z tego wnioski, a na ich podstawie starać się podejmować logiczne działania, które nie będą dla nikogo szokiem. Jednocześnie też liczyć się z tym, że występują czasem nagłe, kryzysowe sytuacje, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Podawać do publicznej wiadomości aktualne wyniki dotyczące funkcjonowania gospodarki (to info dla ekonomistów rządowych). Ale też się tym interesować i samemu śledzić informacje na ten temat (to info dla nas wszystkich).

Jakie działania, oprócz arbitralnego podwyższania stóp procentowych i podatków, może podjąć rząd, aby przeciwdziałać wysokiej inflacji?

Można zauważyć, że oprócz potrzeb i preferencji nabywców, czynników pochodzących ze środowiska naturalnego, kryzysów, ilość pieniądza w obiegu zależy od działań rządu (w ramach polityki pieniężnej i fiskalnej).
Oprócz narzucania określonej stopy procentowej pieniądza, rząd może podejmować jeszcze następujące działania (w ramach polityki pieniężnej i fiskalnej), które mają przeciwdziałać wysokiej inflacji:

  • zaprzestanie emisji pieniądza gotówkowego (produkcji monet w mennicy i druku banknotów w wytwórni papierów wartościowych);
  • oddziaływanie na system bankowy : (1) podwyższenie stopy redyskontowej (procentowej) pieniądza, (2) emisja i sprzedaż obligacji skarbu państwa, (3) podwyższenie stopy rezerw obowiązkowych banków komercyjnych (przeciwieństwa 3 wcześniej wspomnianych podstawowych działań);
  • podwyższenie stopy (stawki) podatków (polityka fiskalna).

Co mogą zrobić konsumenci i przedsiębiorstwa, aby ograniczyć nadmierną inflację?

  • przyjrzeć się strukturze swoich wydatków (na co wydaję i ile) i czy można któreś jeszcze ograniczyć, jakie produkty można zastąpić tańszymi zamiennikami, wytworzyć samemu, zrecyklingować albo z którychś całkowicie zrezygnować;
  • jeśli została podniesiona przez rząd stopa procentowa, zastanowić się, jaką część dochodów można umieścić na lokacie bankowej i/lub przeznaczyć na inwestycje w obligacje.

Czy musimy mieć zawsze jakąś inflację?

– Nie. Możemy mieć też deflację.
Czyli proces polegający na obniżaniu się cen towarów w czasie, a więc sytuację odwrotną względem inflacji.
Oznacza ona, że wartość pieniądza wzrasta w czasie, czyli ubywa go z rynku. Rzadko to się jednak zdarza i trwa zazwyczaj krótko. Ogólnie występuje tendencja inflacji. Wynika to z tego, że więcej pieniędzy zwykle wydajemy niż oszczędzamy.

Moglibyśmy też w ogóle nie mieć żadnej inflacji.
– Gdybyśmy wprowadzili teorię monetarną Kopernika

Wprawdzie w ekonomii funkcjonuje teoria Kopernika-Greshama (o czym innym razem), ale to nie do końca o to chodzi. Pierwotna myśl przyświecająca teorii monetarnej Kopernika została w tej teorii trochę rozmyta.
Natomiast podstawą monetarnej teorii Kopernika było jego przeświadczenie, że pieniądz przede wszystkim powinien być niezmienną jednostką miary. Stałą jednostką miary wartości towaru (ale to też już na osobny artykuł).

[Edit. 04. 07. 2022] Artykuł dostępny już jest pod linkiem: Teoria monetarna Kopernika a współczesna gospodarka. Czyli co stoi na przeszkodzie, aby stworzyć system zapewniający równowagę makroekonomiczną – SYNERGIA – Analiza Biznesowa i Edukacja

Co oznacza dla nas inflacja?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

BIZNESPLANY


ANALIZY RYNKU


DORADZTWO

Sporządzanie

pism urzędowych